Na co dzień jest nauczycielem wielu przedmiotów, ale po godzinach oddaje się swojej największej pasji – malarstwu. Joachim Stiebler z Przywór stworzył już ponad 300 obrazów, prezentował je na kilkunastu wystawach i brał udział w plenerach malarskich. Jego droga twórcza pokazuje, że do rozwijania artystycznej pasji nie zawsze potrzebna jest szkoła. Najważniejsze są ciekawość, wytrwałość i własny sposób patrzenia na świat.
Historia, informatyka i… malarstwo
Joachim Stiebler ma 60 lat i mieszka w Przyworach. Zawodowo jest nauczycielem. Prowadzi zajęcia z historii, biologii, informatyki, wiedzy o społeczeństwie, techniki, chemii oraz edukacji zdrowotnej. Choć na tej długiej liście nie ma plastyki, właśnie sztuka od lat zajmuje ważne miejsce w jego życiu.
Do tej pory stworzył ponad 300 obrazów. Jego dorobek obejmuje kilkanaście wystaw oraz udział w licznych plenerach malarskich, także o charakterze międzynarodowym. Jedna z jego prac znalazła się również w kalendarzu gminy Gogolin. Przygodę z grafiką i malarstwem rozpoczął w 1995 roku.
- Jeśli chodzi o malarstwo, to nie zdając sobie z tego sprawy, zacząłem od najtrudniejszej techniki, czyli akwareli - wspomina początki swojej pasji. - Do tej pory mam mój pierwszy obraz. W ciągu pierwszego roku namalowałem około 50 obrazów. Potem zacząłem pokazywać swoje prace innym artystom. Jest spora grupa malarzy, z którymi od lat utrzymuję kontakt. W zasadzie, jeśli chodzi o malarstwo, wszystkiego nauczyłem się sam. Jestem po prostu typem artystycznego samouka.
Wśród twórców, których szczególnie ceni, są zarówno przedstawiciele malarstwa europejskiego, jak i polskiej sztuki. Na jego liście znajdują się Vincent van Gogh, Pierre-Auguste Renoir, Artur Grottger, Jan Matejko, Józef Mehoffer, Aleksander Gierymski oraz Józef Pankiewicz. Stiebler zwraca uwagę przede wszystkim na ich indywidualność, sposób posługiwania się barwą oraz charakterystyczne spojrzenie na otaczającą rzeczywistość.
Tematyka jego prac jest różnorodna. Najczęściej inspiruje go architektura oraz otaczające krajobrazy, ale w dorobku artysty nie brakuje również wizerunków postaci, kompozycji abstrakcyjnych czy motywów zaczerpniętych ze świata roślin.
W swojej pracowni zgromadził pokaźny zestaw narzędzi potrzebnych do pracy. Ma około 200 pędzli, wśród których są również te wykonane z naturalnego włosia.
– Dobry pędzel to podstawa – podkreśla artysta. - Odpowiednio dobrane narzędzie pozwala zupełnie inaczej pracować z farbą, uzyskać właściwą kreskę, fakturę czy efekt na obrazie.
Pasja, o której długo mało kto wiedział
Choć malował od lat, długo nie mówiło się o tym w jego najbliższym otoczeniu. Wielu mieszkańców Przywór nie miało pojęcia, że ich sąsiad poświęca wolny czas sztuce. Stiebler rozwijał swoje zainteresowania głównie w domu, bez szczególnego rozgłosu. Zmieniło się to m.in. za sprawą dekoracji przygotowywanych do kościoła w Przyworach.
– Część osób dowiedziała się o mojej pasji, gdy zacząłem wykonywać dekoracje do kościoła w Przyworach na Wielki Tydzień – wspomina mieszkaniec Przywór. – Poprosił mnie o to nasz proboszcz. Przygotowałem również dekorację na Mikołajki, która miała około półtora metra wysokości.
Jedną z wystaw artysty zorganizowano we współpracy ze Stowarzyszeniem „Nasze Przywory”. Ekspozycja odbyła się w starym budynku dworcowym i była okazją do zaprezentowania twórczości Stieblera szerszej publiczności. Wówczas jego obrazy mogli zobaczyć także mieszkańcy gminy Tarnów Opolski.
Jego prace można zobaczyć również w bardziej nietypowym miejscu – w oknach domu artysty. Pojawiają się tam duże, okolicznościowe tryptyki. Jeden z nich, przedstawiający Świętą Rodzinę, ma dwa metry szerokości i 1,10 metra wysokości. Stiebler ma kilka takich wielkoformatowych kompozycji, które zmienia w zależności od okazji.
Najważniejsze to malować po swojemu
Joachim Stiebler uważa, że sztuka nie powinna być zarezerwowana wyłącznie dla osób posiadających formalne wykształcenie czy wyjątkowy talent. Jego zdaniem każdy może spróbować swoich sił, o ile znajdzie własny sposób wyrażania emocji i spojrzenia na świat. Istotne jest eksperymentowanie z techniką, materiałami i kolorami, aż uda się odkryć rozwiązania najlepiej odpowiadające własnej wrażliwości.
Krytycznie ocenia przy tym sposób, w jaki plastyka jest czasem prowadzona w szkołach. Według niego dzieciom zbyt często narzuca się określone schematy, zamiast zachęcać je do poszukiwań.
- Malować można nie tylko farbami, ale także gąbkami, palcami, sznurkami czy innymi materiałami – uważa Joachim Stiebler. – Wszystko zależy od wyobraźni. Zbyt wiele narzuconych zasad zabija w uczniach ich wewnętrzny artyzm, w efekcie powodując wręcz niechęć do sztuki.
Sam doskonale pamięta szkolne doświadczenia. Jak przyznaje, w czasach, gdy był uczniem, nauczyciele nie dostrzegali w nim szczególnych zdolności artystycznych.
– Pamiętam, że kiedy chodziłem do szkoły, nauczyciele uważali, że nie mam zdolności artystycznych – opowiada. – Zawsze malowałem tak, jak czułem. Pierwszy rysunek, który spodobał się pani od plastyki, namalowałem drugą stroną pędzla.
Dziś Joachim Stiebler przekonuje, że warto dać ludziom przestrzeń do samodzielnego odkrywania własnych możliwości. W swoim najbliższym otoczeniu pomógł już kilku osobom znaleźć techniki, które najbardziej im odpowiadały. Jak zauważa, niektórzy z nich dzięki temu sami zaczęli tworzyć.
Jego historia pokazuje, że artystyczna droga nie zawsze zaczyna się od dyplomu, lekcji pod okiem mistrza czy odkrytego w dzieciństwie talentu. Czasem wystarczy ciekawość, własna wrażliwość i odwaga, by malować po swojemu.



Napisz komentarz
Komentarze