Z inżyniera metalurga w pisarza, który tchnął życie w lokalne legendy
Kiedy Zbigniew Stańczak wspomina szkolne czasy, śmieje się, że pisanie nigdy nie było jego mocną stroną. Dziś, jako autor czterech książek, jest żywym dowodem na to, że pasja i upór potrafią zdziałać cuda. Mieszkaniec Niwek, emerytowany inżynier, postanowił połączyć miłość do lokalnej historii z literacką twórczością, a efekty tej decyzji mogą przeczytać wszyscy miłośnicy opolskich legend i niezwykłych opowieści.
Historia mieszkańca gminy Chrząstowice jest bardzo ciekawa. Zbigniew Stańczak urodził się w 1954 roku w Katowicach, w dzielnicy Koszutka. Choć jego korzenie sięgają mazowieckiej wsi (ojciec) i Warszawy (matka), to właśnie Śląsk stał się jego domem. Po ukończeniu Politechniki Śląskiej – gdzie zdobył tytuł inżyniera metalurga ze specjalnością inżynieria materiałowa – pracował w różnych miejscach, od spółdzielni studenckiej w Katowicach, przez opolskie zakłady Metalchem i Remak, aż po własną firmę Sukces, zajmującą się aranżacją wnętrz i produkcją mebli medycznych.
Dziś, jako szczęśliwy emeryt, może pochwalić się nie tylko bogatym życiorysem zawodowym, ale przede wszystkim wspaniałą rodziną – żoną Anną z Opola, dziećmi Maćkiem i Ewą oraz wnukami, które są jego największą dumą.
– W szkole jakoś mi to pisanie nie szło – wspomina Stańczak. – Pierwszy raz bakcyla złapałem, gdy zacząłem pisać listy do mojej ukochanej. Ona z Opola, ja z Katowic i tak ta korespondencja szła. Bo z miłości wszystko da się zrobić – żartuje.
Pierwsza książka – z potrzeby serca
Przełom nastąpił w 2000 roku, kiedy Stańczak przeprowadził się do Niwek. Zafascynowany historią swojej nowej małej ojczyzny, odkrył, że nie powstała żadna publikacja opisująca dzieje tej wsi ani związane z nią legendy. Postanowił to zmienić.
– Przepytałem dziesięć, piętnaście, dwadzieścia osób o dawne zdarzenia – opowiada. – Ludzie niechętnie mówili o wojnie, o rozstaniach, ale udało się sporo zebrać.
Tak powstała jego pierwsza książka „Legendy o Niwkach”, która zapoczątkowała niezwykłą literacką przygodę.
Druga książka – powrót do korzeni
Przy zbieraniu materiałów do pierwszej publikacji Stańczak natknął się na postać Johannesa Ochlasta, który spisywał lokalne zdarzenia w języku niemieckim, używając gotyckiego pisma. Pisarz dotarł do materiałów archiwalnych oraz do jego żony, która uciekła przed frontem na tereny wschodnioniemieckie.
Pełny artykuł znajdziesz w e-wydaniu.
👉 Kup i czytaj e-wydanie Tygodnika Ziemi Opolskiej z 13 sierpnia - e-wydanie dostępne tutaj.


Napisz komentarz
Komentarze