Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama https://www.zabka.pl/franczyza/kontakt/?utm_source=reg_11&utm_medium=banner&utm_campaign=online&utm_id=banner
wtorek, 29 września 2026 14:30
Przeczytaj:
Reklama https://www.bskrapkowice.pl/firmy/rachunki/rachunek-biezacy-firmowy
Reklama Senator RP Beniamin Godyla
PRZYSIECZ | Dawne śląskie wesele

50 blach kołacza i wesele dla całej wsi

Czarna suknia panny młodej, wianek z mirty, Polterabend dzień przed ślubem i sala otwarta dla każdego mieszkańca. Tak wyglądało dawne śląskie wesele w Przysieczy. Niektóre zwyczaje zniknęły. Inne, choć zmienione, przetrwały do dziś.
Dawne tradycje śląskiego wesela prezentowane w izbie regionalnej w Przysieczy

Autor: archium Tomasz Kessler

 

Dzisiaj wesele jest najczęściej sprawą młodej pary i zaproszonych przez nią gości. Dawniej trudno było tak powiedzieć. W Przysieczy przygotowania do ślubu angażowały sąsiadów, koleżanki panny młodej, kucharkę, rodzinę, a nawet tych mieszkańców wsi, którzy nie dostali zaproszenia. Trzeba było upiec dziesiątki blach kołacza, przygotować jedzenie, zgromadzić wiano, uszykować strój panny młodej. Wieczorem przed ślubem mieszkańcy przychodzili pod jej dom. A kiedy po uroczystym obiedzie zaczynała się zabawa, na salę mógł wejść właściwie każdy.
O dawnych śląskich weselach opowiada Edeltrauda Gambka z Przysieczy, opiekunka izby regionalnej „Chaupka przed Blychym”. Od lat zbiera przedmioty, fotografie i wspomnienia związane z życiem mieszkańców swojej miejscowości. Izba działa od 2011 roku. Dziś jest miejscem, w którym można zobaczyć, jak wyglądała codzienność mieszkańców wsi – również ta związana z jednym z najważniejszych wydarzeń w życiu rodziny.

Wesele zaczynało się długo przed ślubem
Dawniej narzeczeństwo trwało zwykle od pół roku do półtorej roku. Prawdziwe przygotowania ruszały wraz z pierwszymi zapowiedziami w kościele. Wtedy przyszli małżonkowie zaczynali zapraszać gości. I nawet sposób wypowiedzenia zaproszenia miał znaczenie.
– Młodzi mówili: „Nasi rodzice i my zapraszamy na wesele” – wyjaśnia Edeltrauda Gambka. - Ta kolejność była bardzo ważna. Najpierw rodzice, a dopiero potem przyszli małżonkowie. W ten sposób okazywano im szacunek.
Kilka dni przed weselem przyjeżdżała kucharka wraz z czterema dziewczynami do pomocy. Przygotowywały uroczystość, a później zajmowały się również obsługą gości. Miały charakterystyczne stroje – czarne sukienki i białe fartuszki. Najpierw jednak trzeba było przygotować coś, bez czego trudno było wyobrazić sobie śląskie wesele.
Kołacz.

50 blach dla mieszkańców
Pieczenie rozpoczynano niespełna półtorej tygodnia przed uroczystością. Kołacz przygotowywano z makiem, serem i jabłkami. Składniki dostarczali mieszkańcy wsi. 
– W Przysieczy było to około 50 blach kołacza – wspomina mieszkanka Przysieczy. – W mojej Izbie Regionalnej mam nawet specjalny stelaż do przewożenia kołacza. Kładziono go na wóz i jednorazowo można było przewieźć dziesięć blach ciasta. Około ośmiu dni przed weselem panna młoda wraz z koleżankami odwiedzała mieszkańców wsi. 
To nie było zwykłe częstowanie ciastem. Panna młoda wraz z koleżankami pojawiała się u mieszkańców na kilka dni przed ślubem, dzieląc się z nimi radością i niejako zapraszając ich do wspólnego przeżywania uroczystości. Dawne wesele miało więc coś, co dziś nie zawsze jest oczywiste: było wydarzeniem całej miejscowości.

Polterabend dzień przed ślubem
Zwyczaj, który przetrwał do dziś, to Polterabend. Współcześnie najczęściej organizowany jest około tygodnia przed ślubem. Przed domem młodych tłucze się porcelanę, a przyszli małżonkowie mają później posprzątać. Dawniej było mniej przygotowanego scenariusza, a więcej sąsiedzkiej spontaniczności.
– Polterabend kiedyś wyglądał zupełnie inaczej – opowiada Edeltrauda Gambka. – Odbywał się zazwyczaj dzień przed weselem. Wieczorem mieszkańcy wsi przychodzili do domu panny młodej, która często miała już wałki nawinięte na włosy, bo przygotowywała się do ślubu. Goście przebierali się, towarzyszyła im muzyka, a przed domem symbolicznie tłuczono szkło, które później młodzi musieli posprzątać.
Sprzątanie nie było przypadkowe. Miało symbolizować wspólne radzenie sobie z problemami, które mogą pojawić się w małżeństwie.
Dzisiaj Polterabend często wygląda inaczej. Jest więcej gości, przebrań, muzyki i przygotowanych atrakcji. Została jednak najważniejsza rzecz: spotkanie wokół przyszłej pary młodej.

Rosół bez kieliszka
Wesele miało też swój porządek przy stole. Przygotowania do uczty rozpoczynały się kilka dni wcześniej. Kucharka przygotowywała płaty do biszkoptowych tortów, wyrabiano domowy makaron do rosołu i pieczono kejksy. Na obiad był rosół z domowym makaronem. Później kluski śląskie, gotowana czerwona i biała kapusta oraz mięsa – między innymi gęś, kaczka, klopsy i kiełbasa. Do tego kompot z owoców.  Na deser podawano maślane wafle z różnymi masami. Z czasem pojawiały się również kolejne potrawy, między innymi puree, groszek z marchewką czy bigos. Ale największe zdziwienie może dziś wywołać coś innego.
Przy uroczystym obiedzie nie było alkoholu.
– W czasie obiadu, który goście weselni spożywali w domu panny młodej, nie podawano alkoholu – wspomina Edeltrauda Gambka. - Był to uroczysty posiłek, podczas którego wszyscy skupiali się przede wszystkim na jedzeniu i rozmowie. Alkohol pojawiał się dopiero później, kiedy goście przenosili się na salę taneczną i rozpoczynała się zabawa weselna.

Na salę mógł wejść każdy
Po obiedzie wesele przenosiło się do wiejskiej sali tanecznej. I tutaj pojawia się kolejna różnica między dawnym a współczesnym weselem. Nie trzeba było mieć zaproszenia.
– Nie tańczono w domu, tylko w wiejskiej sali tanecznej – mówi Edeltrauda Gambka. – Sala była otwarta dla każdego. Przychodziły również omy, które niekoniecznie brały udział w tańcach, ale z zainteresowaniem obserwowały zabawę, komentowały stroje i zachowanie uczestników – wspomina.
Po zakończeniu zabawy zaproszeni goście wracali do domu panny młodej. Czekał tam kołacz i kanapki. Osobną kolację przygotowywano dla muzykantów. Wesele nie kończyło się więc wraz z ostatnim tańcem.

Młodzi mieli być inni niż wszyscy
Dzisiaj młoda para jest zwykle w centrum zabawy. Dawniej również była najważniejsza, ale obowiązywały ją zupełnie inne zasady. 
– Młodzi mieli być eleganccy i dostojni – wspomina Edeltrauda Gambka. - Nawet podczas tańca nie mogli sobie pozwolić na zbytnią swobodę. Uważano też, że nie powinni pić alkoholu.
O północy młodzi kończyli zabawę i wracali do domu. Nie było również oczepin w takiej formie, jaką znamy dziś. Welon zdejmował pannie młodej jej mąż. I znowu pojawiał się praktyczny wymiar dawnego życia.
– A było co zdejmować, bo tych szpilek, którymi welon był przypięty do włosów, było naprawdę sporo – wspomina Edeltrauda Gambka. – Trzeba było uważać, żeby go nie zniszczyć. Welon nie był przeznaczony tylko na jeden wieczór. Później miał zostać wykorzystany do uszycia kocyka dla dziecka. Kupowano ładną, elegancką białą tkaninę i przyszywano do niej ślubny welon.

Czarna panna młoda
Dziś czarna suknia ślubna kojarzyłaby się raczej z ekstrawagancją. Dawniej na Śląsku Opolskim czerń mogła być właśnie tym, co oznaczało elegancję i odświętność.
To jeden z najbardziej zaskakujących obrazów dawnego śląskiego wesela: panna młoda przed ołtarzem w czarnym stroju. Ważnym elementem był również wianek z mirty. Takie wianki przygotowywała dla panien młodych babcia Edeltraudy Gambki.
– Moja babcia przygotowywała dla panien młodych wianki z mirty. Nie robiła ich jednak od razu w formie zamkniętego wianka. Zostawiała je proste, a przyszła panna młoda sama układała je na głowie. Jeśli była panną, łączyła końce wianka, tworząc zamknięty okrąg. Jeśli natomiast nią nie była, pozostawiała przerwę. Wtedy wianek był jedynie ozdobą ślubnego stroju.

Nie wszystko zniknęło
Od dawnych wesel dzieli nas dziś kilka pokoleń. Zmieniły się stroje, sale, menu i sposób organizowania zabawy. Zmieniło się też samo podejście do tradycji. Nie oznacza to jednak, że wszystko przepadło. Polterabend wciąż jest obecny na śląskich weselach. Kołacz nadal trafia na stoły. Kluski śląskie, rolada i modra kapusta nie potrzebują muzealnej gabloty, żeby pozostać częścią lokalnej kuchni.
W 2025 roku w Górkach odbył się piąty festiwal kulinarny. Tym razem jego tematem były właśnie potrawy i słodkości, które pojawiały się na tradycyjnych śląskich weselach. Organizatorzy nie szukali przepisów w książkach. Pytali starszych mieszkańców.
– Z roku na rok obserwujemy, że coraz więcej osób przyjeżdża na nasz festiwal kulinarny – mówi sołtyska Górek Justyna Szmechta. – Wszystko, co serwujemy zawsze jest przygotowane przez nas. Wypytywaliśmy starszych mieszkańców, co kiedyś podawano na weselach. 
Dawne śląskie wesele było wielkim wydarzeniem, ale nie dlatego, że miało efektowne dekoracje czy rozbudowany program. Jego siłą byli ludzie. Sąsiedzi przynoszący składniki na kołacz. Kobiety przygotowujące jedzenie. Dziewczyny towarzyszące pannie młodej podczas odwiedzin. Mieszkańcy przychodzący na Polterabend. Omy obserwujące tańce. Wesele było prywatnym wydarzeniem młodej pary, ale przeżywała je cała wieś.


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
KOMENTARZE
Autor komentarza: Pitty Treść komentarza: A Ty jakie masz dokonania? Zawodowe i życiowe. Przegrałeś ko***urs? Data dodania komentarza: 27.08.2026, 08:25 Źródło komentarza: Dom Nad Jeziorem – nowy początek Autor komentarza: Mieszkaniec Treść komentarza: "Smaki Przywór" nie były organizowane z prywatnej inicjatywy mieszkańców? Data dodania komentarza: 19.08.2026, 21:50 Źródło komentarza: Piętnaście lat pomysłów, wydarzeń i społecznej energii Autor komentarza: ble Treść komentarza: Rowerem elektrycznym? Powinniście to podać. Data dodania komentarza: 21.07.2026, 10:51 Źródło komentarza: Wsiadła na rower i samotnie ruszyła do Santiago de Compostela. Ponad 3 tysiące kilometrów dla Laury Piechoty Autor komentarza: Kamikaze Treść komentarza: ale 105 lat temu to była Republika Weimarska ;) Data dodania komentarza: 28.06.2026, 20:53 Źródło komentarza: Padł nowy rekord ciepła w Polsce. Po 105 latach Prószków traci historyczny rekord Autor komentarza: Hanys Treść komentarza: Masz rację; prowadzenie tej sprawy przez jakiś sąd kościelny to pospolita brednia, zupełny nonsens. Podobnie jak wszystkich spraw dotyczących podejrzenia o seksualne przestępstwa kleru. Tylko sądy powszechne! Data dodania komentarza: 23.06.2026, 15:59 Źródło komentarza: TURAWA: Tajemnicze zniknięcie proboszcza. Postępowanie wszczął Sąd Diecezji Opolskiej Autor komentarza: Redemptor Treść komentarza: Wszędzie tam gdzie jest Kościół rzymsko katolicki i jego agendy – jest seks i dewiacje. I to trwa od wieków. Na świecie jest tylko jedna organizacja, która takich seks-dewiantów sama rekrutuje, potem tychże dewiantów wspiera a w razie wpadki chroni przed wymiarem sprawiedliwości. Dlatego atrakcją dla mediów jest nie sam wielebny dewiant, ale skuteczne wyłuskanie go spod papieskiej czyli kurialnej kurateli. Kościoła nie da się naprawić. Zbyt wiele uczynił krzywd, zbyt długo kłamał, cała logika tej instytucji oparta na hierarchii i pogmatwanej mistyce czyni ją przestarzałą, zbędną i szkodliwą społecznie. Miejmy nadzieję, że rychło nastąpi upadek tej zdemoralizowanej Stajni Augiasza pomiotu Antychrysta i wyzwolenie ludzkości z jego pazernych macek. Nie wierzcie tej usakralnionej obłudzie, tej eklezjalnej hipokryzji! Ta instytucja została stworzona na kłamstwie i nie jest w stanie się oczyścić. Czyż jego wyznawcy nie słyszą „głosu z nieba mówiącego: „Wyjdźcie z niego, ludu mój, abyście nie byli uczestnikami jego grzechów i aby was nie dotknęły plagi na niego spadające. Bo grzechy jego narosły aż do nieba i Bóg przywołał na pamięć jego niesprawiedliwe uczy***i" (Ap 18. 4). Data dodania komentarza: 17.06.2026, 11:05 Źródło komentarza: TURAWA: Tajemnicze zniknięcie proboszcza. Postępowanie wszczął Sąd Diecezji Opolskiej
Reklama
Reklama