Mija dziesięć lat od powiększenia granic Opola i przyłączenia do miasta terenów z okolicznych gmin. Po dekadzie wracamy do tych miejscowości, by sprawdzić, jak się zmieniły i jak dziś żyje się ich mieszkańcom. Czy przyłączenie przyniosło obiecywane korzyści? A może część dawnych problemów i poczucie krzywdy pozostały?
1 stycznia 2017 roku Opole powiększyło swoje granice administracyjne o tereny z czterech sąsiednich gmin: Dobrzenia Wielkiego, Dąbrowy, Komprachcic i Prószkowa. Do miasta włączono w całości lub części 12 sołectw, m.in. Czarnowąsy, Borki, Sławice, Wrzoski, Chmielowice i Winów. W planach znalazła się także część Zawady z terenem Turawa Park, jednak ostatecznie pozostała ona w granicach gminy Turawa. Zmiany uzasadniano potrzebą rozwoju i wzmocnienia potencjału Opola oraz całego regionu.
Decyzja o powiększeniu miasta wywołała duże emocje w sąsiednich gminach. Dla wielu mieszkańców i samorządowców była zaskoczeniem. O planach Opola dowiedzieli się bez wcześniejszych konsultacji i możliwości wyrażenia swojego zdania.
Ówczesny sołtys Winowa i radny Rady Miejskiej w Prószkowie Jan Damboń przyznaje, że mieszkańcy spodziewali się kiedyś przyłączenia do Opola, ale nie takiego sposobu przeprowadzenia zmian.
- Sytuacja Winowa w tamtym czasie była specyficzna - wspomina Jan Damboń. - Spodziewaliśmy się, że przyjdzie moment, w którym miejscowość stanie się dzielnicą Opola. Powiem wprost: wiedzieliśmy, że to tylko kwestia czasu. Nie oznaczało to jednak, że sposób, w jaki miało się to odbyć, był nam obojętny. Najbardziej zabolało nas to, że nikt wcześniej nie zapytał nas o zdanie ani nie poinformował o planach miasta.
Podobne odczucia towarzyszyły mieszkańcom innych miejscowości, którzy przez lata byli związani ze swoimi dotychczasowymi gminami.
- Przez lata funkcjonowaliśmy w ramach swoich dotychczasowych gmin, z którymi wiązało się nasze życie - opowiada jeden z rozmówców. - Uczestniczyliśmy w organizowanych tam wydarzeniach. Tam załatwialiśmy sprawy urzędowe. Perspektywa, że nagle staniemy się częścią Opola, była czymś bardzo nierealnym. Sprzeciw wobec planów powiększenia Opola szybko przybrał szerszą formę. W działania przeciwko zmianie granic zaangażowały się całe samorządy, mieszkańcy, lokalni działacze i stowarzyszenia.
Jednym z najważniejszych argumentów przeciwników powiększenia miasta były wyniki konsultacji społecznych. Ich uczestnicy zdecydowanie opowiedzieli się przeciwko przyłączeniu miejscowości do Opola. W Dobrzeniu Wielkim było to 99,7 proc., w Dąbrowie 96 proc., w Komprachcicach 94 proc, a w Prószkowie 93,6 proc.
Równolegle gminy podejmowały uchwały przeciwko planom powiększenia Opola, wskazując na straty finansowe i ograniczenie możliwości rozwoju. Sprzeciw szybko przeniósł się na ulice - mieszkańcy organizowali protesty, marsze i blokady dróg, a przedstawiciele samorządów pojechali z nim także do Warszawy. W sołectwach pojawiały się banery i plakaty wyrażające niezadowolenie z planowanego przyłączenia do miasta.
Szczególnie dramatyczny przebieg miały protesty w Dobrzeniu Wielkim, gdzie część mieszkańców zdecydowała się na głodówkę. Był to wyraz sprzeciwu wobec utraty części terenów gminy, w tym obszaru, na którym znajduje się Elektrownia Opole. Szukano również wsparcia u parlamentarzystów oraz instytucji państwowych. W sprawę zaangażował się między innymi Rzecznik Praw Obywatelskich, podejmując próby mediacji między stronami sporu.
Pełny artykuł znajdziesz w e-wydaniu.
👉 Kup i czytaj e-wydanie Tygodnika Ziemi Opolskiej z 5 listopada - e-wydanie dostępne tutaj.


Napisz komentarz
Komentarze