26 kwietnia 1986 roku o godzinie 1.23 w nocy w elektrowni jądrowej Czarnobylska Elektrownia Jądrowa doszło do eksplozji reaktora numer 4. Wydarzenie, znane jako katastrofa w Czarnobylu, wywołało strach, który na długo zapisał się w pamięci Polaków. Choć od epicentrum dzieliło nas ponad tysiąc kilometrów, skutki awarii dotarły również na Opolszczyznę, gdzie przybrały wyjątkowo groźny charakter.
Cisza przed komunikatem
W sobotni poranek 26 kwietnia mieszkańcy naszego regionu żyli zwykłym rytmem rozkwitającej wiosny. Nikt nie wiedział, że nad Europą przemieszcza się radioaktywna chmura, która — jak ustalono później — wędrowała m.in. przez tereny dzisiejszej Białorusi, wschodniej Polski, krajów bałtyckich po Skandynawię, by później powrócić ponownie do naszego kraju, w tym nad Opolszczyznę.
Władze Związku Radzieckiego przez pierwsze dni nie informowały o katastrofie. Dopiero 28 kwietnia świat dowiedział się o skażeniu. W Polsce pierwsze oficjalne komunikaty były zdawkowe i uspokajające, choć rzeczywistość była znacznie poważniejsza.
Deszcz, który zatrzymał chmurę
Gdy radioaktywna chmura dotarła nad Opolszczyznę, doszło do zdarzenia, które zaważyło na skali lokalnego skażenia. W momencie przejścia kulminacyjnej fali spadł ulewny deszcz. To właśnie on „ściągnął” radioaktywne cząstki na ziemię.
Z pomiarów radiometrycznych wynika, że skażenie radioaktywnym cezem w regionie było miejscami nawet do 100 razy większe niż średnia jego wartość w Polsce. Szczególnie dotknięte zostały tereny położone na południowy zachód oraz północny wschód od Opola — zjawisko to nazwano później Anomalią Opolską. Lokalne maksimum skażenia wykryto w pasie między Nysą a Niemodlinem oraz w rejonie Olesna.
Czytasz nas regularnie?
Pełne artykuły czekają w aktualnym e-wydaniu.
👉 [Kup wydanie]








Napisz komentarz
Komentarze