Zwykły kurs śmieciarki, zwykłe worki z papierem i plastikiem. A jednak – w ułamku sekundy – potężny huk, płomienie i kłęby dymu. Do pojemnika na tworzywa sztuczne i papier ktoś wrzucił baterie, najprawdopodobniej litowo-jonowe z laptopa. Gdy odpady zostały zgniecione w śmieciarce, doszło do wybuchu i samozapłonu.
Przez około 20 minut pracownicy walczyli z ogniem, gasząc płonące odpady. Dwudziestominutowa akcja, która mogła przerodzić się w dramat – bo pojazd zbierał materiały łatwopalne. Papier i plastik w takich warunkach to gotowy przepis na pożar, który mógł zagrozić nie tylko sprzętowi, ale przede wszystkim ludziom.
Eksperci od dawna biją na alarm: uszkodzone baterie litowo-jonowe są wyjątkowo niebezpieczne. Wystarczy nacisk, przebicie lub zgniecenie, by doszło do gwałtownej reakcji – zapłonu, a nawet eksplozji. To nie teoria z podręcznika, lecz fakt potwierdzony kolejnym, bardzo realnym zdarzeniem.
I tu dochodzimy do sedna. Baterii i akumulatorów nie wolno wrzucać do odpadów komunalnych. Nie do plastiku, nie do papieru, nie „na chwilę”, nie „bo małe”. Ich miejsce jest w PSZOK-u – Punktach Selektywnej Zbiórki Odpadów Komunalnych.
Ten incydent to ostrzeżenie. Pokazuje, że odpowiedzialne postępowanie z odpadami to kwestia bezpieczeństwa ludzi, mienia i całej okolicy.








Napisz komentarz
Komentarze