Parkowanie pod opolskimi marketami budzi coraz więcej emocji. Głównie dlatego, że między klientami, właścicielami aut a pracownikami wystawiającymi mandaty za brak biletu parkingowego trwa nieustanny wyścig: Który pierwszy zdąży: pracownik firmy parkingowej wsadzić mandat za szybę, czy klient wydrukować swój bilet w parkometrze.
Miejski Rzecznik Praw Konsumenta Marek Trejda potwierdza: nieporozumień i skarg na funkcjonowanie marketowych parkingów jest coraz więcej. W jego ocenie gra między klientem a administratorem parkingu opiera się na trzech filarach: Wyścigu na czas, nieuwzględnianiu reklamacji z byle powodu i nieprawnych zapisów na mandatach stojących w sprzeczności z prawem konsumenckim.
Przykładem „wyścigu” spod Biedronki może być człowiek, który przyjechał na zakupy, zaparkował i udał się do parkometru. Gdy dochodził, zauważył, że przed jego autem stoi inkasent. Zawrócił więc, podszedł do inkasenta i poprosił o anulowanie mandatu, przecież właśnie zmierzał do urządzenia, by bilet wydrukować. Inkasent poinformował, że kary anulować nie może, ale przecież można złożyć reklamację. Mężczyzna widząc, że nic nie wskóra, wrócił więc do parkometru, stał tam w dwuosobowej kolejce. Wydrukował bilet. W sumie, między godziną wystawienia mandatu a wydrukiem biletu, wliczając w to rozmowę z inkasentem, minęło 120 sekund. Administrator parkingu reklamacji nie uznał.
Pełny artykuł znajdziesz w e-wydaniu.
👉 Kup i czytaj e-wydanie Tygodnika Ziemi Opolskiej z 30 kwietnia - e-wydanie dostępne tutaj.








Napisz komentarz
Komentarze