Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
środa, 9 września 2026 11:19
Przeczytaj:
Reklama
Reklama Senator RP Beniamin Godyla
Opolski wzór kwiatowy przetrwał, bo kolejne pokolenia nauczyły się go nie tylko powtarzać, ale także tworzyć na nowo.

Z kroszonki na filiżankę, czyli kwiaty, które stały się opolskim znakiem

Kwiaty, rozetki i ornamenty, które dziś kojarzymy z Opolszczyzną, zaczynały swoją drogę na… wielkanocnym jajku. Z kroszonki trafiły na porcelit, później na porcelanę, a dziś zdobią kubki, apaszki, torby, biżuterię i nowoczesne projekty lokalnych twórców. To historia wzoru, który nie chciał zostać w muzeum — i dzięki ludziom wciąż żyje, rozwija się i zachwyca kolejne pokolenia.
Opolski wzór z motywami kwiatów i rozet na porcelanie oraz współczesnych akcesoriach inspirowanych tradycyjną kroszonką.

Autor: Opolskie Dziouchy

 

Kwiaty, rozetki i drobne ornamenty, które dziś kojarzymy z Opolszczyzną, zaczęły swoją historię od wielkanocnej kroszonki. Teraz można go zobaczyć na filiżance, kubku, talerzu czy wazonie. Czasem pojawia się na apaszce albo torbie. Bywa też na niewielkim breloczku. Charakterystyczne kwiaty i roślinne ornamenty stały się jednym z najbardziej rozpoznawalnych motywów związanych ze Śląskiem Opolskim.
A jednak ich historia zaczęła się od czegoś znacznie bardziej kruchego. Od jajka.

Najpierw była kroszonka
Śląsk Opolski od pokoleń słynie z kroszonek. Wielkanocne jajka zdobione techniką rytowniczą stały się jednym z najbardziej charakterystycznych elementów lokalnej twórczości ludowej. To właśnie na ich skorupkach pojawiały się wzory, które później przeszły na znacznie trwalszy materiał. 
W 1958 roku zorganizowano pierwszy wojewódzki konkurs kroszonkarski. Kilka lat później, podczas obrad jury konkursu, pojawił się pomysł, aby tradycyjne wzornictwo przenieść z jajka na materiał, który nie stłucze się przy pierwszym dotknięciu.
W 1963 roku za takim rozwiązaniem opowiedzieli się między innymi etnograf dr Czesław Kurek i prezes opolskiej Cepelii Jan Matysek. Do współpracy zaprosili Stefanię Okos, później Topolę, podwójną laureatkę konkursu kroszonkarskiego.
Pierwsze próby wykonano na porcelicie pochodzącym z Zakładów Porcelitu Stołowego w Tułowicach. Nie był to jednak prosty przepis na sukces. Trzeba było znaleźć odpowiedni materiał, sposób nanoszenia wzoru i technologię wypału. Początkowo zdobienie przypominało jeszcze pracę przy kroszonce. Porcelit pokrywano farbą, a następnie wydrapywano w niej wzór. Dopiero później kolor nanoszono bezpośrednio na białą powierzchnię. Stopniowo uruchamiano produkcję w zakładzie Cepelii przy ul. Reymonta w Opolu. 
Co ciekawe, pomysł początkowo wcale nie spotkał się z entuzjazmem centrali Cepelii. Uznano, że drapanie porcelitu jest zbyt nowoczesną technologią i nie ma związku z tradycyjnymi kroszonkami. Ostatecznie pomogło wstawiennictwo wybitnego polskiego etnografa prof. Romana Reinfussa. I tak wzór, który wcześniej mieścił się na skorupce wielkanocnego jajka, zaczął żyć własnym życiem.

Z małej skorupki na cały stół
W drugiej połowie lat 60. porcelit zaczął ustępować miejsca białej porcelanie. W 1968 roku uruchomiono dział zdobnictwa porcelany wzorami zaadaptowanymi z opolskich kroszonek. W tym samym roku odbyła się pierwsza publiczna prezentacja malowanej porcelany połączona z warsztatami. Potem przyszła popularność. 
W latach 70. opolska porcelana zdobywała odbiorców nie tylko w Polsce. Wzory stawały się coraz bardziej drobne, gęste i wielobarwne. Dekorowane były między innymi filiżanki, komplety śniadaniowe i obiadowe, wazony czy patery. Opolski wzór przestał być więc wyłącznie pamiątką z regionu. Stał się produktem, który można było znaleźć w sklepach Cepelii, a część wyrobów trafiała także za granicę.
To ważny moment w historii lokalnego rękodzieła. Tradycyjny ornament przestał być zamknięty w jednym obrzędzie. Z kroszonki przeszedł na przedmioty codziennego użytku. I właśnie ta cecha pozwoliła mu przetrwać kolejne dekady.

Każda zdobniczka miała własny kwiat
Opolski wzór nie jest przecież jednym, sztywno określonym rysunkiem. To przede wszystkim świat kwiatów, liści, rozet i drobnych ornamentów. Twórczynie korzystają z tradycyjnego języka, ale każda z nich może nadać mu własny charakter. Dobrze pokazuje to historia Agnieszki Okos, jednej ze współczesnych twórczyń ludowych. Jej przygoda z folklorem zaczęła się właśnie od kroszonek.
- Kroszonkarstwo wciągnęło mnie do tego stopnia, że niemal każdą wolną chwilę spędzałam, drapiąc wymyślne kwiaty na kruchej skorupce – opowiada Agnieszka Okos. - Jednak prawdziwe „szaleństwo” zaczęło się wtedy, gdy w prezencie od ciotki z zagranicy dostałam pierwsze farby do dekorowania porcelany. 
Z czasem samo odtwarzanie istniejących wzorów przestało jej wystarczać.
- Początkowo zdobiłam porcelanę na tak zwane „bogato”. Później przyszedł czas na odkrywanie tego wzoru w zupełnie innej formie. – dodaje.
I wtedy pojawił się kolejny krok – personalizacja.
- Obdarowując znajomych kubkami, starałam się wplatać w kwiaty rysunki czy szkice czegoś, co personalizowało ten mały podarek. I tak kolejny raz przekonałam się, że daje mi to ogromną radość. – wspomina Agnieszka Okos.
To właśnie tutaj widać, dlaczego lokalne rękodzieło nie musi być zamknięte w muzealnej gablocie. Ten sam motyw może zostać zachowany, ale sposób jego wykorzystania może się zmieniać.

Wzór, który wyszedł z kuchni
Dzisiaj opolski ornament coraz częściej opuszcza porcelanowe naczynia. Można go znaleźć na apaszkach, bransoletkach, breloczkach, saszetkach, torbach i innych przedmiotach codziennego użytku.
Taką drogę od początku obrała Sandra Murzicz, która w 2015 roku stworzyła projekt i markę Opolskie Dziouchy. Impulsem była między innymi podróż służbowa do Francji. Tradycyjny opolski upominek stał się dla niej pretekstem do zastanowienia się, jak pokazywać kulturę regionu poza jego granicami. Pomysł polegał na tym, aby sprawdzić, czy można opowiedzieć o niej współczesnym językiem.
- Należę do osób, dla których ważna jest użytkowość przedmiotów - opowiada Sandra Murzicz. - Jednocześnie ogromną wartość ma dla mnie tradycja i piękno związane z miejscem, z którego pochodzimy. Rękodzieło jest jednak płynne. Zmienia się razem z nami i otaczającym nas światem. Możemy je rozwijać i nadawać mu nowe formy, pamiętając o tym, co stanowi jego istotę.
To zdanie dobrze opisuje drogę, jaką przeszedł opolski wzór. Najpierw był elementem tradycyjnej dekoracji kroszonki. Później stał się znakiem rozpoznawczym malowanej porcelany. Dzisiaj może być elementem nowoczesnego designu. Nie oznacza to jednak, że jego pierwotne znaczenie znika.

Nie tylko ładny kwiatek
Współczesne wykorzystanie regionalnego wzoru ma jeszcze jedną funkcję. Pozwala mówić o Opolszczyźnie ludziom, którzy być może nigdy nie interesowali się folklorem. Kubek z kwiatowym ornamentem można postawić na biurku. Torbę można zabrać na zakupy. Apaszkę założyć do codziennego stroju. Dopiero wtedy często pojawia się pytanie: skąd jest ten wzór? I zaczyna się rozmowa.
Sandra Murzicz podkreśla, że właśnie dlatego ważne są warsztaty. Nie chodzi wyłącznie o nauczenie uczestników techniki malowania.
- Dzięki organizowanym przez nas warsztatom udało się stworzyć sporą grupę osób, którym zależy na tym, aby opolski wzór przetrwał i był przekazywany kolejnym pokoleniom – mówi Sandra Murzicz. – To dla nas szczególnie ważne, bo warsztaty nie są tylko nauką samej techniki. To także okazja do poznawania historii i tradycji regionu, a przede wszystkim do odkrywania i zachwycania się naszym opolskim dziedzictwem.
To „zachwycanie się” jest tutaj ważniejsze, niż mogłoby się wydawać. Bo tradycja, której trzeba uczyć wyłącznie z obowiązku, szybko może stać się kolejnym szkolnym rozdziałem. Ta, która budzi emocje, ma większą szansę zostać z człowiekiem na dłużej.

Cepelia się skończyła. Wzór został
Dla opolskiej porcelany trudnym momentem był początek XXI wieku. W 2007 roku zakończyła działalność Cepelia, a wraz z nią skończył się pewien etap funkcjonowania opolskiego zdobnictwa. Wiele zdobniczek przestało malować porcelanę. Wydawało się, że tradycja może stracić swoje zaplecze. Przełom nastąpił kilka lat później. W 2012 roku Muzeum Wsi Opolskiej zorganizowało I Wojewódzki Konkurs Malowania Porcelany. Wzięło w nim udział 18 osób. W kolejnych latach zainteresowanie rosło.
W latach 2016–2023 Muzeum Wsi Opolskiej prowadziło bezpłatne warsztaty, podczas których można było nauczyć się zdobienia porcelany. W 2019 roku opolska porcelana trafiła na Krajową Listę Niematerialnego Dziedzictwa Kulturowego. To nie jest więc historia o zwyczaju, który został uratowany raz na zawsze.
Dziedzictwo potrzebuje ludzi, którzy chcą poświęcić czas na naukę, warsztaty, malowanie kolejnej filiżanki czy wykonanie kolejnej kroszonki. Potrzebuje także tych, którzy potrafią zobaczyć w tradycyjnym wzorze coś więcej niż pamiątkę z przeszłości.

Kwiaty, które nie chcą zostać w muzeum
Historia opolskiego wzoru jest trochę przewrotna. Powstał na kruchym jajku, a jego twórcy szukali dla niego trwalszego materiału. Trafił więc na porcelit, później na porcelanę. A kiedy mogło się wydawać, że właśnie tam znalazł swoje docelowe miejsce, zaczął pojawiać się na kolejnych przedmiotach. Dziś można go spotkać w bardzo różnych formach. Czasem wiernie odtwarza dawne kompozycje. Czasem jest tylko inspiracją. Niekiedy twórca bierze charakterystyczny kwiat i buduje wokół niego zupełnie nowy projekt. Wspólne pozostaje jedno: opolskie kwiaty nadal są rozpoznawalne. I właśnie dlatego ich historia nie kończy się na porcelanowej filiżance.


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
KOMENTARZE
Autor komentarza: Pitty Treść komentarza: A Ty jakie masz dokonania? Zawodowe i życiowe. Przegrałeś ko***urs? Data dodania komentarza: 27.08.2026, 08:25 Źródło komentarza: Dom Nad Jeziorem – nowy początek Autor komentarza: Mieszkaniec Treść komentarza: "Smaki Przywór" nie były organizowane z prywatnej inicjatywy mieszkańców? Data dodania komentarza: 19.08.2026, 21:50 Źródło komentarza: Piętnaście lat pomysłów, wydarzeń i społecznej energii Autor komentarza: ble Treść komentarza: Rowerem elektrycznym? Powinniście to podać. Data dodania komentarza: 21.07.2026, 10:51 Źródło komentarza: Wsiadła na rower i samotnie ruszyła do Santiago de Compostela. Ponad 3 tysiące kilometrów dla Laury Piechoty Autor komentarza: Kamikaze Treść komentarza: ale 105 lat temu to była Republika Weimarska ;) Data dodania komentarza: 28.06.2026, 20:53 Źródło komentarza: Padł nowy rekord ciepła w Polsce. Po 105 latach Prószków traci historyczny rekord Autor komentarza: Hanys Treść komentarza: Masz rację; prowadzenie tej sprawy przez jakiś sąd kościelny to pospolita brednia, zupełny nonsens. Podobnie jak wszystkich spraw dotyczących podejrzenia o seksualne przestępstwa kleru. Tylko sądy powszechne! Data dodania komentarza: 23.06.2026, 15:59 Źródło komentarza: TURAWA: Tajemnicze zniknięcie proboszcza. Postępowanie wszczął Sąd Diecezji Opolskiej Autor komentarza: Redemptor Treść komentarza: Wszędzie tam gdzie jest Kościół rzymsko katolicki i jego agendy – jest seks i dewiacje. I to trwa od wieków. Na świecie jest tylko jedna organizacja, która takich seks-dewiantów sama rekrutuje, potem tychże dewiantów wspiera a w razie wpadki chroni przed wymiarem sprawiedliwości. Dlatego atrakcją dla mediów jest nie sam wielebny dewiant, ale skuteczne wyłuskanie go spod papieskiej czyli kurialnej kurateli. Kościoła nie da się naprawić. Zbyt wiele uczynił krzywd, zbyt długo kłamał, cała logika tej instytucji oparta na hierarchii i pogmatwanej mistyce czyni ją przestarzałą, zbędną i szkodliwą społecznie. Miejmy nadzieję, że rychło nastąpi upadek tej zdemoralizowanej Stajni Augiasza pomiotu Antychrysta i wyzwolenie ludzkości z jego pazernych macek. Nie wierzcie tej usakralnionej obłudzie, tej eklezjalnej hipokryzji! Ta instytucja została stworzona na kłamstwie i nie jest w stanie się oczyścić. Czyż jego wyznawcy nie słyszą „głosu z nieba mówiącego: „Wyjdźcie z niego, ludu mój, abyście nie byli uczestnikami jego grzechów i aby was nie dotknęły plagi na niego spadające. Bo grzechy jego narosły aż do nieba i Bóg przywołał na pamięć jego niesprawiedliwe uczy***i" (Ap 18. 4). Data dodania komentarza: 17.06.2026, 11:05 Źródło komentarza: TURAWA: Tajemnicze zniknięcie proboszcza. Postępowanie wszczął Sąd Diecezji Opolskiej
Reklama
Reklama