Strażak na całe życie
W tym roku z funkcji prezesa OSP zrezygnował Jerzy Wocka. Jego przygoda ze strażą pożarną rozpoczęła się w 1968 roku. Od 1986 roku pełnił funkcję kierowniczą w OSP Złotniki – najpierw jako naczelnik, a następnie prezes. Te cztery dekady to czas intensywnego rozwoju jednostki, choć początki pod względem logistycznym nie należały do łatwych.
– Pierwsze nasze ubrania wyjazdowe to były stroje moro – wspomina. – W 1973 roku jednostka wzbogaciła się także o nowy samochód typu żuk. Zdarzało się jednak, że niektórzy ochotnicy jechali na miejsce zdarzenia rowerami. Pamiętam też czasy, gdy w naszej miejscowości były zaledwie dwa telefony. To właśnie na te numery dzwoniono z Opola, aby poinformować nas o konieczności wyjazdu do akcji. Dziś wydaje się to nie do pomyślenia. Obecnie od momentu otrzymania zgłoszenia mamy piętnaście minut na wyjazd z remizy. Wyjeżdżamy zazwyczaj w dwie lub trzy minuty.
Na przestrzeni lat zmienił się sprzęt strażaków oraz zakres ich działań. Dziś interweniują nie tylko przy pożarach, ale także w wypadkach drogowych, podczas gwałtownych zjawisk pogodowych i zagrożeń życia mieszkańców.
Jerzy Wocka podkreśla również, że jako prezes zawsze czuł się szczególnie odpowiedzialny za bezpieczeństwo ochotników, biorących udział w akcjach. Żona jednego ze strażaków poprosiła z powagą w głosie, aby przywiózł jej męża z powrotem. Przyznaje, że ta sytuacja dała mu do myślenia.
- Od tamtej pory mieliśmy taką zasadę, że w takim składzie, w jakim wyjeżdżaliśmy do akcji, w takim samym wracaliśmy do remizy - mówi strażak. - Jeśli ktoś chciał wrócić do domu w inny sposób, musiał mnie o tym wcześniej poinformować.
Pełny artykuł znajdziesz w e-wydaniu.
👉 Kup i czytaj e-wydanie Tygodnika Ziemi Opolskiej z 10 kwietnia - e-wydanie dostępne tutaj.








Napisz komentarz
Komentarze