W poniedziałkowy poranek, na jednej z głównych arterii śródmieścia – ulicy 1 Maja – przechodnie zauważyli leżącego na chodniku mężczyznę. Widok był niepokojący. Świadkowie natychmiast zareagowali, wybierając numer alarmowy 112. Na miejsce skierowano dwie karetki pogotowia ratunkowego.
Według wstępnych informacji mężczyzna był w stanie głębokiego wychłodzenia. Jego stan określano jako bardzo ciężki. Zanim na miejsce dotarły służby medyczne, pomocy próbował udzielić kierowca miejskiego autobusu. Zatrzymał pojazd i podjął reanimację, walcząc o życie nieznajomego do czasu przyjazdu ratowników.
Niestety, mimo podjętej akcji ratunkowej, obecny na miejscu lekarz stwierdził zgon około 40-letniego mężczyzny. Dramat rozegrał się w centrum miasta, w godzinach porannego szczytu, na oczach zszokowanych przechodniów.
Na miejsce wezwano prokuratora, który zarządził przeprowadzenie sekcji zwłok. To ona ma wyjaśnić dokładne okoliczności i bezpośrednią przyczynę śmierci. Na obecnym etapie nie wiadomo, czy do zgonu doprowadziło nagłe zasłabnięcie, skrajne wychłodzenie organizmu, czy też inne, dotąd nierozpoznane czynniki zdrowotne.
Zimowe miesiące każdego roku przynoszą podobne dramaty. Mróz jest szczególnie groźny dla osób w kryzysie bezdomności, samotnych, schorowanych, ale także dla tych, którzy przeceniają swoją odporność na niskie temperatury. Wystarczy kilkadziesiąt minut w niesprzyjających warunkach, by organizm nie wytrzymał.
Dzisiejsza tragedia w Opolu to bolesne przypomnienie, że zima – choć kalendarzowa – potrafi być śmiertelnie realna. Służby apelują, by reagować na każdy przypadek osoby potrzebującej pomocy. Jeden telefon może uratować czyjeś życie. Tym razem, mimo szybkiej reakcji świadków i zaangażowania przypadkowych osób, finał okazał się tragiczny.








Napisz komentarz
Komentarze