Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama https://www.zabka.pl/franczyza/kontakt/?utm_source=reg_11&utm_medium=banner&utm_campaign=online&utm_id=banner
środa, 7 października 2026 10:43
Przeczytaj:
Reklama https://www.bskrapkowice.pl/firmy/rachunki/rachunek-biezacy-firmowy
Reklama https://www.instagram.com/pani.prowadzaca/
POWIAT OPOLSKI. KROSZONKA, KTÓRA ŁĄCZY POKOLENIA

Opolska kroszonka ma się dobrze. Wzory przekazywane z pokolenia na pokolenie wciąż żyją

Opolska kroszonka to znacznie więcej niż wielkanocna ozdoba. W powiecie opolskim tradycja zdobienia jaj metodą rytowniczą wciąż jest przekazywana kolejnym pokoleniom – z dziadków na wnuki, z matek na córki, ale także podczas konkursów i warsztatów dla dzieci. Zmieniają się narzędzia, bo obok żyletek i tradycyjnych dłutek pojawiają się nawet niewielkie frezarki, ale charakterystyczne wzory, cierpliwość i precyzja pozostają niezmienne.
Opolska kroszonka wykonana techniką rytowniczą – tradycyjne wzory na zdobionej skorupce jajka

Autor: archiwum prywatne Grażyna Fila

 

Zaczynała się od żyletki, dziś powstaje także przy pomocy frezarki. Ale najważniejsze wciąż pozostaje to samo: pewna ręka, cierpliwość i wzór przekazany dalej. W powiecie opolskim kroszonka nie jest tylko pamiątką po przodkach nadal jest żywą tradycją.
Na pierwszy rzut oka to tylko jajko. Małe, kruche i kolorowe. Wystarczy jednak przyjrzeć się bliżej, żeby zobaczyć coś więcej: rozetę odziedziczoną po dziadku, kwiaty pamiętane z rodzinnego domu, wzór, którego nie trzeba wcześniej rysować na papierze. Czasem także historię miejsca, w którym od pokoleń ktoś siadał przy stole i zaczynał skrobać pierwsze kreski.
Kroszonka nie powstaje szybko. Nie da się jej zrobić między jednym obowiązkiem a drugim. Skorupka wymaga skupienia, a ręka – doświadczenia. I właśnie dlatego opolska kroszonka jest czymś więcej niż wielkanocną dekoracją. To jedna z tych tradycji, które przetrwały nie dlatego, że ktoś wpisał je do kalendarza, ale dlatego, że ktoś pokazał je dziecku.
Najpierw był dziadek
Dorota Kokot z Osowca pierwsze kroszonki zobaczyła w rękach swojego dziadka Teofila. Nie potrzebowała wtedy konkursu ani warsztatów. Wystarczyło, że jako dziecko obserwowała jego pracę.
– W moim domu osobą, która miała niesamowite zdolności w tym kierunku był dziadek Teofil – wspomina. – Z jego rąk wychodziły niezwykłe piękne jajka, robione właśnie techniką rytowniczą. Jako dziecko podglądałam go przy pracy. Kroszonki zaczęłam robić, gdy miałam 10 lat. Ciekawostkę stanowi fakt, że dzięki dziadkowi mamy swój rodzinny wzór, czyli rozetę. Pojawia się on na wielu wykonanych przeze mnie jajkach.
Ta rodzinna rozeta jest czymś więcej niż ornamentem. Jest śladem człowieka, który już nie musi siedzieć przy stole, żeby jego sposób pracy nadal był obecny. Dorota dziś wykonuje kroszonki na wydmuszkach kurzych, gęsich i strusich. Na skorupkach pojawiają się kwiaty, trawy, ptaki i zwierzęta. Nie przygotowuje wcześniej szkiców – wzór powstaje bezpośrednio na jajku.
– Dla mnie zdobienie jaj to forma odpoczynku i odskocznia od rzeczywistości – opowiada Dorota Kokot. – Praca przy kroszonkach wycisza nerwy i relaksuje, ale też rozwija wyobraźnię twórczą. Pojawiają się jakieś nowe motywy i kolory jajek. Często inspiracją bywają dla mnie osoby, które spotykam na jarmarkach. Padają pytania o jajka z różnymi motywami. Gdy, któraś z tych propozycji zwróciła moją uwagę, to próbuję przenieść ją na wydmuszkę.
Dziś jej kroszonki trafiają na jarmarki, wystawy i konkursy. Prowadzi także warsztaty dla dzieci i młodzieży. Historia, która zaczęła się od podglądania dziadka, dostała więc kolejny rozdział.
Skorupka nie wybacza
Tradycyjna kroszonka opolska powstaje metodą rytowniczą. Jajko najpierw trzeba zabarwić, a później delikatnie usuwać warstwę barwnika, odsłaniając jasną skorupkę. Dawniej służyły do tego przedmioty, które można było znaleźć w domu: żyletki, brzytwy, zaostrzone nożyce czy noże szewskie, tak zwane gnypy. Twórcy robili też własne dłutka i ryżki. 
W latach 70. XX wieku ważną zmianę przyniósł specjalny skrobak opracowany przez Jerzego Lipkę z Gogolina . Odpowiednio dobrana i zahartowana stal pozwalała wykonywać znacznie bardziej precyzyjne linie. Dziś obok tradycyjnych narzędzi pojawiają się nożyki do tapet, a nawet niewielkie wiertła elektryczne.
Technologia się zmieniła. Skorupka nie. Nadal trzeba uważać na każdy ruch. Jedną ręką trzyma się narzędzie, drugą jajko owinięte kawałkiem materiału. Powoli obraca się skorupkę i buduje wzór – od szczegółu do ogółu. Jeden nieostrożny ruch może zniszczyć wiele godzin pracy. Najstarsze opolskie wzory były geometryczne: rozety, gwiazdy, romby, trójkąty, wiatraczki i słońca. Z czasem pojawiły się kwiaty i liście. W latach 50. i 60. XX wieku kroszonki zaczęły się robić jeszcze bardziej różnorodne – pojawiały się róże, niezapominajki, konwalie, goździki, ptaki, koguty, baranki, a nawet pejzaże i krótkie wierszyki. Dzisiaj na skorupce może znaleźć się niemal wszystko. Ale kwiaty i wijące się pędy nadal pozostają jednym z najbardziej charakterystycznych motywów.
Kolor też coś mówił
Historia opolskiej kroszonki sięga wielu pokoleń. Jej ślady odnajdywano podczas badań archeologicznych na Ostrówku. Obecna forma, kojarzona z rytownictwem, ukształtowała się prawdopodobnie pod koniec XIX wieku. Już w 1877 roku ksiądz Adolf Hytrek opisywał zdobienie jaj jako zwyczaj przekazywany z pokolenia na pokolenie.
Dawniej nie tylko wzór miał znaczenie. Ważny był również kolor. Barwniki przygotowywano z tego, co było dostępne w gospodarstwie i jego najbliższym otoczeniu. Zielony uzyskiwano z młodych źdźbeł pszenicy i jęczmienia, brązowy między innymi z szyszek olchy, łupin cebuli i kory dębu, a czerwony z łusek cebuli, porzeczek, malwy czy czerwca polskiego.
Kolor mógł mówić, dla kogo przeznaczona była kroszonka. Czerwoną wręczano kawalerowi wybranemu przez dziewczynę. Żółta była przeznaczona dla tego, którego dziewczyna odrzuciła. Ciemnobrązowa trafiała do osób zaręczonych i młodych małżeństw, a czarna mogła być wyrazem szczególnego szacunku dla osoby cieszącej się autorytetem.
Sto osób przy jednym stole
Żeby tradycja mogła przetrwać, musi wyjść z domu. W powiecie opolskim służą temu między innymi lokalne konkursy. Od lat organizowany jest konkurs kroszonkarski w Ligocie Turawskiej. Uczestniczą w nim dzieci, młodzież i dorośli. W niektórych edycjach pojawiało się nawet około 100 osób.
Uczestnicy przynoszą przygotowane jajko i w określonym czasie samodzielnie wykonują wzór. Najczęściej wybierają rytownictwo. Samo przygotowanie skorupki także wymaga cierpliwości – jajko powinno być gotowane przez kilka godzin na bardzo małym ogniu, żeby nie pękło. Ale konkurs jest czymś więcej niż próbą sprawności. To miejsce, w którym można zapytać starszych mieszkańców, jak robili to ich rodzice. Porównać wzory. Zobaczyć, jak pracuje ktoś bardziej doświadczony. I przede wszystkim – spróbować samemu.
Była społeczna kustosz izby regionalnej w Ligocie Turawskiej Danuta Matysek wspomina, że pierwsze edycje konkursu odbywały się w różnych miejscowościach gminy Turawa. Dopiero później, po przeniesieniu izby regionalnej do stałej siedziby, wydarzenie na stałe związało się z Ligotą Turawską.
Podobnie działa wojewódzki konkurs organizowany przez Muzeum Wsi Opolskiej. Pierwszy konkurs zdobienia jaj odbył się w 1958 roku. Przez kolejne dekady tradycja była przekazywana kolejnym uczestnikom. Do dziś w konkursach uczestniczyły już tysiące osób, a muzealna kolekcja zdobionych jaj liczy ponad 4 tysiące eksponatów.
– Niewątpliwie duża w tym zasługa naszego konkursu, ale jako muzeum staramy się również aktywnie popularyzować tę tradycję, szczególnie wśród dzieci i młodzieży – mówi Bogdan Jasiński z Muzeum Wsi Opolskiej. - Nasze twórczynie ludowe prowadzą szkolenie, podczas których przekazują uczestnikom tajniki zdobienia jaj i kroszonkarskie umiejętności. Zależy nam na tym, aby wiedza i doświadczenie osób, które od lat zajmują się tą sztuką, mogły być przekazywane dalej. Tylko w ten sposób możemy mieć pewność, że ta wyjątkowa tradycja nie zaginie. Wydaje się, że obecnie ma się ona dobrze – zainteresowanie jest duże, a kolejne pokolenia chętnie uczą się tej techniki.
Matka i córka
W 2026 roku podczas 49. Jarmarku Wielkanocnego nagrodzono laureatów XXXV Wojewódzkiego Konkursu Plastyki Obrzędowej „Opolskie Kroszonki i Pisanki”. Wśród nagrodzonych znalazła się Sonia Fikus z Chrzowic, która zajęła trzecie miejsce. Sonia wychowała się wśród śląskich tradycji. W konkursie uczestniczyła już osiem razy. W tym samym konkursie wystartowały uczennice z Boguszyc. Waleria Fikus zdobyła pierwsze miejsce, a Wiktoria Wystrach drugie. Obie wykonały prace techniką rytowniczą, choć korzystały z różnych narzędzi. Waleria używała nożyka, Wiktoria – frezarki do paznokci.
Waleria jest córką Sonii.
Trudno o bardziej konkretny przykład tego, jak działa międzypokoleniowy przekaz. To, co dla jednej osoby było tradycją wyniesioną z domu, dla kolejnej może stać się własną pasją.
Ważną rolę odgrywa także szkoła. Nauczycielka Barbara Lisoń podczas zajęć plastycznych uczy uczennice wykonywania kroszonek. Dzięki temu umiejętność, która kiedyś była przekazywana głównie w rodzinach, może trafić również do dzieci, które nie miałyby okazji poznać jej w domu.
Prószkowska historia do odzyskania
Nie wszędzie jednak tradycja zachowała się równie mocno. I właśnie dlatego ważne są osoby, które próbują odnaleźć jej ślady.
Magdalena Poprawka, młoda twórczyni ludowa, zajęła się dokumentowaniem opolskich wzorów i historii kroszonkarstwa. W 2021 roku w ramach stypendium „Marszałkowskie Talenty” dokumentowała twórczość ludową Opolszczyzny, szczególnie wzory zaczerpnięte z kroszonek i pisanek. Podczas pracy zauważyła coś niepokojącego: brak osób zajmujących się wykonywaniem kroszonek na terenie gminy Prószków.
Zamiast uznać, że tradycja po prostu zniknęła, zaczęła pytać: była tu wcześniej? Kto ją wykonywał? Dlaczego przestała być przekazywana? Tak powstał projekt „Mój mały świat – kroszonka”, który połączył twórczość, edukację i dokumentowanie pamięci mieszkańców. 
Kroszonka większa niż jajko
W 2020 roku Muzeum Wsi Opolskiej rozpoczęło akcję „(O)polska kroszonka”. W 17 miejscowościach pojawiły się wielkie makiety kroszonek – swoiste pomniki niematerialnego dziedzictwa. W powiecie opolskim stanęły między innymi w Łubnianach, Ozimku, Chrząstowicach, Tarnowie Opolskim i Komprachcicach. W 2026 roku dołączyła do nich Turawa. Trudno o lepszy znak, że ta tradycja ma nie tylko swoją przeszłość, ale również swoje współczesne miejsca.


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
KOMENTARZE
Autor komentarza: Pitty Treść komentarza: A Ty jakie masz dokonania? Zawodowe i życiowe. Przegrałeś ko***urs? Data dodania komentarza: 27.08.2026, 08:25 Źródło komentarza: Dom Nad Jeziorem – nowy początek Autor komentarza: Mieszkaniec Treść komentarza: "Smaki Przywór" nie były organizowane z prywatnej inicjatywy mieszkańców? Data dodania komentarza: 19.08.2026, 21:50 Źródło komentarza: Piętnaście lat pomysłów, wydarzeń i społecznej energii Autor komentarza: ble Treść komentarza: Rowerem elektrycznym? Powinniście to podać. Data dodania komentarza: 21.07.2026, 10:51 Źródło komentarza: Wsiadła na rower i samotnie ruszyła do Santiago de Compostela. Ponad 3 tysiące kilometrów dla Laury Piechoty Autor komentarza: Kamikaze Treść komentarza: ale 105 lat temu to była Republika Weimarska ;) Data dodania komentarza: 28.06.2026, 20:53 Źródło komentarza: Padł nowy rekord ciepła w Polsce. Po 105 latach Prószków traci historyczny rekord Autor komentarza: Hanys Treść komentarza: Masz rację; prowadzenie tej sprawy przez jakiś sąd kościelny to pospolita brednia, zupełny nonsens. Podobnie jak wszystkich spraw dotyczących podejrzenia o seksualne przestępstwa kleru. Tylko sądy powszechne! Data dodania komentarza: 23.06.2026, 15:59 Źródło komentarza: TURAWA: Tajemnicze zniknięcie proboszcza. Postępowanie wszczął Sąd Diecezji Opolskiej Autor komentarza: Redemptor Treść komentarza: Wszędzie tam gdzie jest Kościół rzymsko katolicki i jego agendy – jest seks i dewiacje. I to trwa od wieków. Na świecie jest tylko jedna organizacja, która takich seks-dewiantów sama rekrutuje, potem tychże dewiantów wspiera a w razie wpadki chroni przed wymiarem sprawiedliwości. Dlatego atrakcją dla mediów jest nie sam wielebny dewiant, ale skuteczne wyłuskanie go spod papieskiej czyli kurialnej kurateli. Kościoła nie da się naprawić. Zbyt wiele uczynił krzywd, zbyt długo kłamał, cała logika tej instytucji oparta na hierarchii i pogmatwanej mistyce czyni ją przestarzałą, zbędną i szkodliwą społecznie. Miejmy nadzieję, że rychło nastąpi upadek tej zdemoralizowanej Stajni Augiasza pomiotu Antychrysta i wyzwolenie ludzkości z jego pazernych macek. Nie wierzcie tej usakralnionej obłudzie, tej eklezjalnej hipokryzji! Ta instytucja została stworzona na kłamstwie i nie jest w stanie się oczyścić. Czyż jego wyznawcy nie słyszą „głosu z nieba mówiącego: „Wyjdźcie z niego, ludu mój, abyście nie byli uczestnikami jego grzechów i aby was nie dotknęły plagi na niego spadające. Bo grzechy jego narosły aż do nieba i Bóg przywołał na pamięć jego niesprawiedliwe uczy***i" (Ap 18. 4). Data dodania komentarza: 17.06.2026, 11:05 Źródło komentarza: TURAWA: Tajemnicze zniknięcie proboszcza. Postępowanie wszczął Sąd Diecezji Opolskiej
Reklama
Reklama