
Zaczynała się od żyletki, dziś powstaje także przy pomocy frezarki. Ale najważniejsze wciąż pozostaje to samo: pewna ręka, cierpliwość i wzór przekazany dalej. W powiecie opolskim kroszonka nie jest tylko pamiątką po przodkach nadal jest żywą tradycją.
Na pierwszy rzut oka to tylko jajko. Małe, kruche i kolorowe. Wystarczy jednak przyjrzeć się bliżej, żeby zobaczyć coś więcej: rozetę odziedziczoną po dziadku, kwiaty pamiętane z rodzinnego domu, wzór, którego nie trzeba wcześniej rysować na papierze. Czasem także historię miejsca, w którym od pokoleń ktoś siadał przy stole i zaczynał skrobać pierwsze kreski.
Kroszonka nie powstaje szybko. Nie da się jej zrobić między jednym obowiązkiem a drugim. Skorupka wymaga skupienia, a ręka – doświadczenia. I właśnie dlatego opolska kroszonka jest czymś więcej niż wielkanocną dekoracją. To jedna z tych tradycji, które przetrwały nie dlatego, że ktoś wpisał je do kalendarza, ale dlatego, że ktoś pokazał je dziecku.
Najpierw był dziadek
Dorota Kokot z Osowca pierwsze kroszonki zobaczyła w rękach swojego dziadka Teofila. Nie potrzebowała wtedy konkursu ani warsztatów. Wystarczyło, że jako dziecko obserwowała jego pracę.
– W moim domu osobą, która miała niesamowite zdolności w tym kierunku był dziadek Teofil – wspomina. – Z jego rąk wychodziły niezwykłe piękne jajka, robione właśnie techniką rytowniczą. Jako dziecko podglądałam go przy pracy. Kroszonki zaczęłam robić, gdy miałam 10 lat. Ciekawostkę stanowi fakt, że dzięki dziadkowi mamy swój rodzinny wzór, czyli rozetę. Pojawia się on na wielu wykonanych przeze mnie jajkach.
Ta rodzinna rozeta jest czymś więcej niż ornamentem. Jest śladem człowieka, który już nie musi siedzieć przy stole, żeby jego sposób pracy nadal był obecny. Dorota dziś wykonuje kroszonki na wydmuszkach kurzych, gęsich i strusich. Na skorupkach pojawiają się kwiaty, trawy, ptaki i zwierzęta. Nie przygotowuje wcześniej szkiców – wzór powstaje bezpośrednio na jajku.
– Dla mnie zdobienie jaj to forma odpoczynku i odskocznia od rzeczywistości – opowiada Dorota Kokot. – Praca przy kroszonkach wycisza nerwy i relaksuje, ale też rozwija wyobraźnię twórczą. Pojawiają się jakieś nowe motywy i kolory jajek. Często inspiracją bywają dla mnie osoby, które spotykam na jarmarkach. Padają pytania o jajka z różnymi motywami. Gdy, któraś z tych propozycji zwróciła moją uwagę, to próbuję przenieść ją na wydmuszkę.
Dziś jej kroszonki trafiają na jarmarki, wystawy i konkursy. Prowadzi także warsztaty dla dzieci i młodzieży. Historia, która zaczęła się od podglądania dziadka, dostała więc kolejny rozdział.
Skorupka nie wybacza
Tradycyjna kroszonka opolska powstaje metodą rytowniczą. Jajko najpierw trzeba zabarwić, a później delikatnie usuwać warstwę barwnika, odsłaniając jasną skorupkę. Dawniej służyły do tego przedmioty, które można było znaleźć w domu: żyletki, brzytwy, zaostrzone nożyce czy noże szewskie, tak zwane gnypy. Twórcy robili też własne dłutka i ryżki.
W latach 70. XX wieku ważną zmianę przyniósł specjalny skrobak opracowany przez Jerzego Lipkę z Gogolina . Odpowiednio dobrana i zahartowana stal pozwalała wykonywać znacznie bardziej precyzyjne linie. Dziś obok tradycyjnych narzędzi pojawiają się nożyki do tapet, a nawet niewielkie wiertła elektryczne.
Technologia się zmieniła. Skorupka nie. Nadal trzeba uważać na każdy ruch. Jedną ręką trzyma się narzędzie, drugą jajko owinięte kawałkiem materiału. Powoli obraca się skorupkę i buduje wzór – od szczegółu do ogółu. Jeden nieostrożny ruch może zniszczyć wiele godzin pracy. Najstarsze opolskie wzory były geometryczne: rozety, gwiazdy, romby, trójkąty, wiatraczki i słońca. Z czasem pojawiły się kwiaty i liście. W latach 50. i 60. XX wieku kroszonki zaczęły się robić jeszcze bardziej różnorodne – pojawiały się róże, niezapominajki, konwalie, goździki, ptaki, koguty, baranki, a nawet pejzaże i krótkie wierszyki. Dzisiaj na skorupce może znaleźć się niemal wszystko. Ale kwiaty i wijące się pędy nadal pozostają jednym z najbardziej charakterystycznych motywów.
Kolor też coś mówił
Historia opolskiej kroszonki sięga wielu pokoleń. Jej ślady odnajdywano podczas badań archeologicznych na Ostrówku. Obecna forma, kojarzona z rytownictwem, ukształtowała się prawdopodobnie pod koniec XIX wieku. Już w 1877 roku ksiądz Adolf Hytrek opisywał zdobienie jaj jako zwyczaj przekazywany z pokolenia na pokolenie.
Dawniej nie tylko wzór miał znaczenie. Ważny był również kolor. Barwniki przygotowywano z tego, co było dostępne w gospodarstwie i jego najbliższym otoczeniu. Zielony uzyskiwano z młodych źdźbeł pszenicy i jęczmienia, brązowy między innymi z szyszek olchy, łupin cebuli i kory dębu, a czerwony z łusek cebuli, porzeczek, malwy czy czerwca polskiego.
Kolor mógł mówić, dla kogo przeznaczona była kroszonka. Czerwoną wręczano kawalerowi wybranemu przez dziewczynę. Żółta była przeznaczona dla tego, którego dziewczyna odrzuciła. Ciemnobrązowa trafiała do osób zaręczonych i młodych małżeństw, a czarna mogła być wyrazem szczególnego szacunku dla osoby cieszącej się autorytetem.
Sto osób przy jednym stole
Żeby tradycja mogła przetrwać, musi wyjść z domu. W powiecie opolskim służą temu między innymi lokalne konkursy. Od lat organizowany jest konkurs kroszonkarski w Ligocie Turawskiej. Uczestniczą w nim dzieci, młodzież i dorośli. W niektórych edycjach pojawiało się nawet około 100 osób.
Uczestnicy przynoszą przygotowane jajko i w określonym czasie samodzielnie wykonują wzór. Najczęściej wybierają rytownictwo. Samo przygotowanie skorupki także wymaga cierpliwości – jajko powinno być gotowane przez kilka godzin na bardzo małym ogniu, żeby nie pękło. Ale konkurs jest czymś więcej niż próbą sprawności. To miejsce, w którym można zapytać starszych mieszkańców, jak robili to ich rodzice. Porównać wzory. Zobaczyć, jak pracuje ktoś bardziej doświadczony. I przede wszystkim – spróbować samemu.
Była społeczna kustosz izby regionalnej w Ligocie Turawskiej Danuta Matysek wspomina, że pierwsze edycje konkursu odbywały się w różnych miejscowościach gminy Turawa. Dopiero później, po przeniesieniu izby regionalnej do stałej siedziby, wydarzenie na stałe związało się z Ligotą Turawską.
Podobnie działa wojewódzki konkurs organizowany przez Muzeum Wsi Opolskiej. Pierwszy konkurs zdobienia jaj odbył się w 1958 roku. Przez kolejne dekady tradycja była przekazywana kolejnym uczestnikom. Do dziś w konkursach uczestniczyły już tysiące osób, a muzealna kolekcja zdobionych jaj liczy ponad 4 tysiące eksponatów.
– Niewątpliwie duża w tym zasługa naszego konkursu, ale jako muzeum staramy się również aktywnie popularyzować tę tradycję, szczególnie wśród dzieci i młodzieży – mówi Bogdan Jasiński z Muzeum Wsi Opolskiej. - Nasze twórczynie ludowe prowadzą szkolenie, podczas których przekazują uczestnikom tajniki zdobienia jaj i kroszonkarskie umiejętności. Zależy nam na tym, aby wiedza i doświadczenie osób, które od lat zajmują się tą sztuką, mogły być przekazywane dalej. Tylko w ten sposób możemy mieć pewność, że ta wyjątkowa tradycja nie zaginie. Wydaje się, że obecnie ma się ona dobrze – zainteresowanie jest duże, a kolejne pokolenia chętnie uczą się tej techniki.
Matka i córka
W 2026 roku podczas 49. Jarmarku Wielkanocnego nagrodzono laureatów XXXV Wojewódzkiego Konkursu Plastyki Obrzędowej „Opolskie Kroszonki i Pisanki”. Wśród nagrodzonych znalazła się Sonia Fikus z Chrzowic, która zajęła trzecie miejsce. Sonia wychowała się wśród śląskich tradycji. W konkursie uczestniczyła już osiem razy. W tym samym konkursie wystartowały uczennice z Boguszyc. Waleria Fikus zdobyła pierwsze miejsce, a Wiktoria Wystrach drugie. Obie wykonały prace techniką rytowniczą, choć korzystały z różnych narzędzi. Waleria używała nożyka, Wiktoria – frezarki do paznokci.
Waleria jest córką Sonii.
Trudno o bardziej konkretny przykład tego, jak działa międzypokoleniowy przekaz. To, co dla jednej osoby było tradycją wyniesioną z domu, dla kolejnej może stać się własną pasją.
Ważną rolę odgrywa także szkoła. Nauczycielka Barbara Lisoń podczas zajęć plastycznych uczy uczennice wykonywania kroszonek. Dzięki temu umiejętność, która kiedyś była przekazywana głównie w rodzinach, może trafić również do dzieci, które nie miałyby okazji poznać jej w domu.
Prószkowska historia do odzyskania
Nie wszędzie jednak tradycja zachowała się równie mocno. I właśnie dlatego ważne są osoby, które próbują odnaleźć jej ślady.
Magdalena Poprawka, młoda twórczyni ludowa, zajęła się dokumentowaniem opolskich wzorów i historii kroszonkarstwa. W 2021 roku w ramach stypendium „Marszałkowskie Talenty” dokumentowała twórczość ludową Opolszczyzny, szczególnie wzory zaczerpnięte z kroszonek i pisanek. Podczas pracy zauważyła coś niepokojącego: brak osób zajmujących się wykonywaniem kroszonek na terenie gminy Prószków.
Zamiast uznać, że tradycja po prostu zniknęła, zaczęła pytać: była tu wcześniej? Kto ją wykonywał? Dlaczego przestała być przekazywana? Tak powstał projekt „Mój mały świat – kroszonka”, który połączył twórczość, edukację i dokumentowanie pamięci mieszkańców.
Kroszonka większa niż jajko
W 2020 roku Muzeum Wsi Opolskiej rozpoczęło akcję „(O)polska kroszonka”. W 17 miejscowościach pojawiły się wielkie makiety kroszonek – swoiste pomniki niematerialnego dziedzictwa. W powiecie opolskim stanęły między innymi w Łubnianach, Ozimku, Chrząstowicach, Tarnowie Opolskim i Komprachcicach. W 2026 roku dołączyła do nich Turawa. Trudno o lepszy znak, że ta tradycja ma nie tylko swoją przeszłość, ale również swoje współczesne miejsca.



Napisz komentarz
Komentarze